A. M. Skałkowski

BAZAR POZNAŃSKI

ZARYS STULETNICH DZIEJÓW    (1838 -1938)

POZNAŃ 1938
NAKŁADEM SPÓŁKI AKCYJNEJ "BAZAR POZNAŃSKI"

Dr Karol Marcinkowski

Rozdział i
ZAŁOŻENIE BAZARU

Bazar Poznański stworzyło i długo prowadziło pokolenie powstania listopadowego. Do niego wszak należeli Marcinkowski i Maciej Mielżyński. Z niego był i Adolf Bniński przewodniczący radzie Nadzorczej tej instytucji jeszcze w roku 1880. Podobnie jak bojownikami o wolność byli rządcy czy dzierżawcy hotelu, Łaszczewski czy Griesinger, Laurentowski czy Magnuszewicz.. Ta stara rasa żołnierzy z epoki Belwederu i  Grochowa stoi twardo w szeregu. Zstępują oni do grobu, kiedy Bóg zawoła, ale z pola nie schodzą oni do końca życia".

Po zawodzie doznanym w walce orężnej prosto tłumaczy się ten ich zwrot do pracy organicznej. Nie żeby jej potrzeby nie uznawano już wcześniej. Tradycja jej sięgała przecież reform Czartoryskich i początków panowania Stanisława Augusta, jak i po klęsce Konfederacji Barskiej i pierwszego rozbioru ona wypełniła następne dwunastolecie schyłkowego okresu dawnej Rzplitej. Myśl o niej ożywiała wracających. do kraju rozbitków legionowych., lubo nie powstrzymała od nowych porywów. 4 nawracano do niej po zakończeniu epopei napoleońskiej. Więc i Polacy dostający się znowu pod zabór pruski, wobec ustalenia się stosunków, jak można było Sądzić, na długie czasy, zaczęli pojmować konieczność zrównania się gospodarczo z dawniejszymi prowincjami królestwa Hohenzollernów, aby nie dać się podbić i ujarzmić także ekonomicznie, a rozwój narodowy oprzeć na zwiększonej zamożności i kulturze.

I tak jeszcze "przed r. 1823" Józef Morawski z Oporowa, referendarz z doby Księstwa Warszawskiego, wespół z generałem Kosińskim i kanonikiem Teofilem Wolickim powzięli myśl założenia towarzystwa propagandy krajowego przemysłu. Nie zdołali przecież ani nawet uzyskać zatwierdzenia statutu.3 Podobnie nie miała powodzenia szersza inicjatywa w tym kierunku z połowy roku 1828. Wtedy (z końcem czerwca), według dokumentu zachowanego w archiwum rodowym w Ni.egolewie,4 ,;obywatele Wielkiego Księstwa Poznańskiego przekonani, iż do spólnego celu dobra publicznego jedynie połączonemi siłami skutecznie i trwale zbliżać się mogą``. na wniosek Antoniego Kraszewskiego "postanowili złączyć się w towarzystwie, które w odpowiadających wydziałach zajmować się będzie podniesieniem rolnictwa, przemysłu i oświaty w tej prowincji". Do tego grona należało wielu z późniejszych założycieli Bazaru Poznańskiego, obok Mielżyńskich Potworowscy, Dezydery Chłapowski, Tertuljan Koczorowski, Jan Nep. Żółtowski, Łącki, l~ubieński i i. Niewątpliwie oddziaływał przykład gospodarki ministra Lubeckiego w Królestwie Polskim, jak po katastrofie 1831 roku urządzenia zagraniczne oglądane na szlaku emigranckim, zwłaszcza w Anglii. Tam skierował Marcinkowskiego, rozstając się z nim po nieszczęsnej wyprawie na Litwę, generał Chłapowski, który sam wiele był skorzystał z gościny na wyspach brytyjskich.

Dr Karol Marcinkowski ok. r. 1830

Dr Karol Marcinkowski poszedł na tułaczkę z wyraźnym celem, aby się uczyć, a prócz wiadomości z dziedziny lekarskiej czerpał z wzorów urządzeń gospodarczych i społecznych.' Żył w nim bowiem od wczesnej młodości człowiek służby publicznej i narodowej. Zaprawiał się do niej i na emigracji, a Czartoryski pouczał go, jak (zawsze z myślą o powstaniu) wytwarzać w ojczyźnie siłę. i jeśli jeszcze nie na wychodźtwie, to bardzo rychło po powrocie do kraju dojrzał w umyśle Marcinkowskiego program pracy organicznej, któremu pozostanie wierny do ostatniego tchu. Oddaje mu się całopalnie.' Rozumie, że "wichrami skołataną" zagrodę ojczystą "trzeba znowu lepić i podpierać, ażeby jej wschodnie zawiewy nie zagładziły do szczętu".. Gdy ucisk mikołajewski niszczy polskość na Litwie i ziemiach centralnych, umacnia się ona w dzielnicy zachodniej. Nawet za rządów Flottwella Poznańskie nie jest "grobem milczącym" ale (oczywiście obok Emigracji) "myśli i pracuje za resztę Polski". W r. 1835 (gdy minęło pierwsze wrażenie klęski w walce orężnej z Rosją) powstaje Kasyno gostyńskie a za jego przykładem inne. Zakładają je niedawni Marcinkowskiego towarzysze broni a przyszli jego współpracownicy w dziele Bazarowem, jak Gustaw Potworowski. Do nich należą Stablewski, Łubieński, Jaraczewski. Obok stworzenia ośrodka życia towarzyskiego i opinii obywatelskiej, przyświecają im dalsze cele, szerzenia oświaty, popierania przemysłu i rolnictwa. Zamiary te i poczynania rozwinął Marcinkowski a Bazar był jednym z filarów, na których oprzeć się miało społeczeństwo wielkopolskie w walce o swój byt narodowy. Drugim równocześnie wzniesionym było Towarzystwo Pomocy Naukowej.

Józef Szółdrzyński z Lubasza

Te dwie kolumny przyszłej budowy wiązały się z sobą od samego początku. Nie podobna o tym wątpić. Przecież nad ich utrwaleniem mozolił się Marcinkowski z równym zapałem i poświęceniem do ostatka i spoił je jeszcze wola pośmiertną. gdy akcje Bazaru zapisał na rzecz tamtej ukochanej instytucji. Pamięć o tym pierwiastkowym planie przechowała tradycja.

Przekazał nam ją Władysław Łącki w liście do dyrekcji Towarzystwa Pomocy Naukowej datowanym z Posadowa 7 lipca 1903 roku. Chociaż i więcej jak kopa lat upłynęła od czasu, gdy stanął Bazar, nie mniej wcale dokładnie przypomniał warunki i terenowe i ideowe; w jakich poczęło się i dojrzało dzieło Marcinkowskiego i jego pokolenia. "Sądzę, że znajdują się w posiadaniu Szanownej Dyrekcji Pomocy Naukowej akta powstania i założenia tegoż Towarzystwa. - Pamiętam, że Dr Marcinkowski powołał do pomocy p. Szułdrzvńskiego, hr. Mielżyńskiego i urzędnika kredytowego Mendycha, pamiętam także, z jaką radością i wielką ofiarnością podjęto tę myśl szlachetną. Z początku zbierano hojnie pieniądze, ale jak działać nie było pewnego planu. Dawano różnym zgłaszającym się młodzieńcom wsparcia na założenie składów, ale ci nieznający fachu po większej części pobankrutowali. Dopiero sprawa się rozjaśniła i nabrała pewnej wartości. gdy miasto Poznań postanowiło przebić nową ulicę, którą a dziś pod nazwiskiem Nowej egzystuje, pamiętam nawet, że miasto z moim ojcem o dom jego się układało. W tej chwili podjął myśl Dr Marcinkowski nabyć dom mego ojca dla towarzystwa P. N., który natenczas dochodził do domu Grudzińskich i na dzisiejszej ulicy stały budynki nasze podwórzowe. Sprzedano więc miastu jedną część domu, gdzie była obszerna brama a nad nią pomieszkanie '" dochodzące tuż do domu Grudzińskich.

Karol Stablewski

Posiadłość mego ojca kończyła się górą, gdzie w przedłużeniu stoi kościół Franciszkański i była obsadzona winogronami. Pierwotny plan miała Dyrekcja Pomocy Naukowej nad powstającą ulicą budować kramy z mieszkaniami dla kapców. Budowania tychże oddał Dr Marcinkowski swemu siostrzeńcowi Antoniemu Krzyżanowskiemu. Ten jednak zmienił plan pierwotny i zaproponował budowania dużego hotelu z kramami na parterze. Plan ten przyjęto, ponieważ dochody z wybudowanego hotelu miały być obrócone na P. N. Szanowną Dyrekc. P. N. upraszam o wyjaśnienie, pod jakiemi warunkami i za jaką cenę dom i tę posiadłość od ojca mego nabyto. Chodzi mi o to, aby dzieci moje wiedziały, o ile przyczynił się ich dziadek do tej powstałej wielkiej instytucji.

Podpowiedź: Władysław hrabia Łqcki.

 

Na list powyższy odebrał od Dyrekcji Pomocy Naukowej odpowiedź, ażeby się w tej sprawie udał do Dyrekcji Bazaru, ponieważ tam odnośne akta znajdować się mają"`. Zaczym kopię tegoż pisma skierował do zarządu Bazarowego; ale żądane wyjaśnienia zapewne nie nadeszły. Bo i skąd było je zaczerpnąć, skoro akta odnośne leżały nieco w zapomnieniu na poddaszu Bazaru a nikomu treść ich nie była znaną. Obecnie dopiero można zapoznać się z ich zawartością.

Widok na ogród Łąckich

Za datę narodzin Bazaru Poznańskiego przyjmuje się rok 1838. i słusznie. Mamy nawet jego metrykę ręką Marcinkowskiego spisaną. Wówczas, przy sposobności dorocznego zjazdu obywatelstwa na jarmark świętojański do stolicy wielkopolskiej., 26 czerwca, w gronie, jak się zdaje, 19 osób, powołaną została do życia Spółka akcyjna mająca wznieść gmach na .,,hotel i sklepy". Komitet z 7 zajął się zbieraniem akcesów i wkrótce odezwę wzywającą do subskrypcji 500 talarowych akcyj podpisało 68 członków już reprezentujących kapitał 41 000 talarów. Do komitetu wykonawczego należeli. od początku: jako dyrektor Stanisław Powelski, radca ziemstwa kredytowego ale i właściciel składu towarów kolonialnych w Poznaniu, jako współdyrektorzy Józef Łubieński z Pudliszek i Szułdrzyński. z Lubasza, oczywiście Marcinkowski i Maciej Mielżyński, Antoni Krzyżanowski jako mający prowadzić budowę majster ciesielski i sędzia Gregor jako doradca prawny. Lecz wcześniej musiała myśl o tym przedsiębiorstwie kiełkować od kilku (co najmniej) miesięcy. Są tego wyraźne ślady w aktach. i tak Krzyżanowski jeszcze przed wiosną 1838 roku porozumiewał się z Magistratem Poznania co do trasy ulicy, przy której miał stanąć Bazar, a działał z ramienia kilku osób będących duszą przedsięwzięcia.

"Dr Marcinkowski prawdopodobnie około 1838 r. pierwszy powziął myśl założenia Bazaru" - tak glosiła bardzo wczesna tradycja i nikt nigdy nie podawał tego w wątpliwość. Od samego jednak początku dzielił z nim tę zasługę Maciej Mielżyński. Ci ludzie dopełniali. się znakomicie. To ich musiało zbliżyć. Poznali się, ocenili i pokochali jeszcze przed razem odbytą wyprawą na Litwę. Można się domyślać, że nastąpiło to w okolicznościach wiążących równie prawie jak wspólnie przeżyte godziny niebezpieczeństw bitewnych. Oto musiał być wzywany Marcinkowski jako ginekolog do małżonki Macieja Mielżyńskiego Konstancji podczas słabości. (Niewątpliwie był też przy jej śmierci i odczuł ją głęboko. Wszak o niej najtkliwiej wspomniał w testamencie). Bądź co bądź dla obojga najszczerszą żywił przyjaźń. Byli mu bratem i siostrą z wyboru. Z nimi chyba omawiał nasamprzód projekt Bazarowy. Zresztą bez pozyskania dlań ziemiaństwa polskiego nie miałby żadnych widoków urzeczywistnienia. A pan Maciej jak był czołowym reprezentantem swego stanu, z nazwiska, tradycji. fortuny, tak i dla swych cech osobistych ubezpieczał dzieło przed niepowodzeniem. Jego spokojna energia i wytrwałość oparte na silnym zdrowiu i długowieczności miały uzupełnić szlachetny zapał człowieka zmagającego się z chorobą nurtującą jego organizm. Świadomość bliskiej śmierci była dla Marcinkowskiego nieustannym bodźcem czynu, ale podejmowane nerwowo prace potrzebowały czasu, aby rozwinąć się, dojrzeć i przynosić plony. Szczęściem prócz Mielżyńskiego znalazł i innych jeszcze wykonawców, którzy wprawdzie nie w tej mierze co wielki magnat - patriota, ale także ofiarnie i gorliwie współdziałali. Z tego grona byli (wymienieni w testamencie) Aleksander Mendych i ks. Brzeziński, a zwłaszcza Józef Szułdrzyuski. Pierwszy z nich "od samego początku należał do obrad i robót tyczących się Bazaru, Naukowej pomocy, Kasyna polskiego; pomagał tam szczególnie w układach z osobami i zał sprawy piśmienne". Nikt lepiej nie nadawał się do tego, jako że był sekretarzem "landszafty" (zawód sadowy porzucił w dobie powstania listopadowego). Obok Marcinkowskiego i przy Mielżyńskim stawiały go stopieni oficerski, krzyż zasługi i zalety charakteru. ,,Rzadkiej prawości...., jasnego rozumu, prawdziwy i otwarty w mowie, a przedewszystkiem gorliwy patrjota", wnosił jako swój udział bezinteresowną pracę. Podobnie kanonik Józef Brzeziński. - Tylko że nie miał tak górnego pojęcia polskości. Natomiast bardzo zapobiegliwy w sprawach pieniężnych i praktyczny. Wówczas w pełni sił, których wiele poświęcić miał Bazarowi.

Wincent Antoni hr. Łącki

Zrazu jednak od tych współpracowników, których przechowała tradycja we wdzięcznej pamięci, czynniejsi jeszcze byli powołani do Komitetu wykonawczego i to na kierowników Powelski i Szułdrzyński. Ten ostatni jako major intendentury w r. 1831 dowiódł idealizmu i wykazał zmysł gospodarczy, więc mógł walnie dopomagać. Zaś w sklepie pierwszego najłacniej było wydobyć talary zdeklarowane na udziały, zwłaszcza od obywatelstwa w czasie targów świętojańskich, albowiem w tym terminie tłumnie i hucznie zjeżdżająca do Poznania szlachta tam właśnie najchętniej Spieszyła na lampkę węgrzyna, minogi, łososia, kawior, ostrygi i inne przysmaki, po "najprzedniejsze" cygara hawańskie, na pogawędkę lub dla ubicia interesu, kupna, sprzedaży, umowy dzierżawnej czy służbowej i dla mnóstwa spraw przeróżnych. Zaś panie tam się zaopatrywały w ,.,zieloną" chińską herbatę i wody mineralne, owoce południowe i delikatesy, albo nawet targowały fortepiany, gdyż i te sprowadzał obrotny imć pan Powelski.

Że rola główna w całej tej akcji przypadła Marcinkowskiemu i Mielżyńskiemu, świadczy najdawniejszy z dochowanych dokumentów Bazarowych z 17 stycznia 1838 r. " Jest to im obu na równi, ex aequo, udzielone przez hr. Łąckiego pełnomocnictwo władania realnością wybraną pod budowę- zanim jeszcze ją nabyli.

Zależało na tym, aby przygotować sprawę na okres kontraktów świętojańskich, kiedy można było korzystając ze zjazdu obywatelstwa zebrać środki na ten cel potrzebne. Jakoż na żądanie Mielżyńskiego udzielił mu urząd hipoteczny Poznania pod datą 25 stycznia (1838) attestu gruntu pod N. 176 na przedmieściu Święty Marcin położonego. Według tej informacji pomieniona realność obejmowała podówczas dom dwupiętrowy mieszkalny, przy którym podwórze z budynkami gospodarczemi a z tyłu ogród. Posiadłość ta była własnością Wincentego Antoniego Łąckiego. Jemu przekazał ją ojciec Melchjor Korzbok Łącki nabywszy za 9 000 talarów od hr. Stanisława Moszczenskiego '' w roku 1805. Kamienica doczekała się zaszczytu, że za Księstwa warszawskiego ulicę, przy której stała, ochrzczono mianem Napoleona. Potem przezwano ją od króla Fryderyka Wilhelma III. Musiała być okazałą, kiedy takich dobierano jej patronów. Tylko że na realności ciążyły wierzytelności nieznaczne państwa ale wciąż narastające osób prywatnych.' Toteż Marcinkowski nabywając ją kontraktem z 28 lipca 1838 za 15000 talarów nie potrzebował na razie troszczyć się jak zapłacić. Z ceny kupna odliczono na długi 8216 talarów, a z należnych 6784 potrącono 225 na odsetki zaległe od sum zahipotekowanych na tej posiadłości, zaś za resztę 6 559 miał Łącki otrzymać udziały na planowanym hotelu i bazarze. Tak wynikało z umowy zawartej 18 lutego 1840 r. między nowym a dawnym właścicielem. "' Stąd tradycja, że dom "wraz z wielkim gruntem pan Antoni Łącki wspaniałomyślnie ustąpił Bazarowi, biorąc tylko akcje". Nie jest to zupełnie ścisłe, gdyż układ ten został zmieniony aktem z 19 listopada 1844. Doszło wtedy między W. Łąckim a Marcinkowskim, ks. Brzezińskim i syndykiem Kazimierzem Mioduszewskim, jako dyrekcją Spółki Bazarowej, do następującej ugody. Hr. Łątki nabywał akcje Spółki tylko za 2 000 a odbierał gotówką 4559 talarów, "prowizje atoli lub też dywidendy, jakieby na sumę tę z dochodów Spółki Bazarowej od 28 lipca 1838 do dnia 19 listopada 1844 na niego przypaść mogły Towarzystwu Spółki na korzyść jego odstąpił". Dyrekcja "darowiznę tę przyjęła`` a resztę należności wypłaciła. Niewątpliwie była ze strony hr. Łąckiego gotowość do ofiar (że akcje Bazaru miały nabrać wielkiej ceny, tego nikt wówczas nie mógł przewidzieć) ale pozbywał się i kłopotów z tytułu zaciągniętych długów, ciążących na realności. Zwaliły się one na Marcinkowskiego brzemieniem jakże przy jego rozlicznych zajęciach uprzykrzonem. Żalił się na to (chociaż tylko żartobliwie) poprzedniemu właścicielowi (czy też administratorowi) w liście datowanym z Poznania 13 grudnia 1838 roku: "Przecież trochę lepiej wyszedłem jak stara baba, co nie mając kłopotu kupiła sobie prosię, bo nic nie dawszy za tytuł possesji, co moment mnie ze wszech stron szarpią i napastują. Powiedzieliście, że do Regencji tylko za pół roku zaległy procent, a ja musiałem za cały rok aż do Ś-go Jana 1838 zapłacić aby ujść wypowiedzenia kapitału. Jeżeli za wiele żądała Regencja, proszeż mi nadesłać ostatni kwit z zapłaconego procentu.

Erazm Stablewski

"Powtóre od kapitału należącego się Hepce także za rok cały 1837/38 do Ś-go Jana prowizją winniście. Pozywa mnie o to sąd nadziemiański jako opiekuńczy nieletnich dzieci. Prócz tego żąda, abym w przeciągu dni 14-stu złożył wszystkie kwity z opłacanych dotychczas prowizyj. Proszę Was, abyście mi takowe niezwłocznie nadesłali i względem zaległych prowizyj, co mam zrobić, donieśli."

Kompleks budynków bazarowych miał się wznieść nie tylko na gruntach posiadłości Łąckiego przyległych do domu "na Ś-tym Marcinie" ale i nabytych (również na nazwisko Marcinkowskiego kontraktem z 18 listopada 1838) od Jakuba Traegera. Te ostatnie uprzednio przechodziły wielokrotnie z rąk do rąk a dzieje ich (od czasu gdy tylko Poznań dostał się Prusakom, którzy zaraz wzięli się do porządkowania hipoteki miejskiej) znamy z jednego aktu zawierającego całą opowieść. jak powstała owa własność prywatna na skrawku ziemi pierwiastkowo leżącej w obrębie obwarowań i określana jako "ogród między murami na ulicy Podgórze", gdzie ,,dawniej stała wieża nazwana czerwoną". Wreszcie w tym wstępnym okresie pod budowę Bazaru zajęte zostały i parcelki obszaru

5 prętów i 114 stóp kwadratowych kupione dla Spółki przez Antoniego Krzyżanowskiego od magistratu kontraktem z l i maja 1838 (potwierdzonym 2 i 11 lipca t. r.), oraz kawałek gruntu od sąsiada Heinkego przylegający do podwórza. ` Inne czynności wówczas przedsiębrane dotyczyły niewątpliwie urządzenia ulicy Nowej przy której gmach miał stanąć i zebrania na ten cel potrzebnych funduszów. władze magistrackie szły na rękę tak ze względu na interes miasta jak licząc się z powagą nazwisk obu głównych firmantów przedsięwzięcia. Marcinkowski był czczony powszechnie, a dygnitarze pruscy widzieli w nim płomiennego patriotę polskiego ale i filantropa. z którym wiele mieli wspólnych poglądów" Mielżyński dawał rękojmię powodzenia podejmowanego dzieła i był z urodzenia i fortuny wyrazicielem programu konserwatywnego. Mimo swa spiskową przeszłość obaj przedstawiali program pracy organicznej nad podniesieniem kraju, przez co umysły mogły się odwrócić od robót konspiracyjnych i zamysłów powstańczych.''

Antoni Krzyzanowski
Podanie o konsens na budowę Bazaru

Niewątpliwie patrioci tej miary co Marcinkowski i Mielżyński przeglądali tę grę zdradziecką, skoro nawet w liście jednej damy (z r. 1843) czytamy takie uwagi: "Polak za każdym pobytem w mieście prusaczeje. Dzieje się to wbrew jego wiedzy i woli... Widok nędzy galicyjskiej sprawił mi wiele chwil smutnych, ale dobrobyt w Poznańskim - wyznam szczerze usposabia mię smętniej. Wśród tego dobrobytu i obcego obyczaju przepadła polskość w Księstwie. A to jest właśnie intencją rządu... Wszystko, co się dzieje i czyni dla kraju, ma na celu jedynie jak najszybszą germanizację Księstwa w duchu jak najłagodniejszym na pozór. Zdobi się i tuczy Poznań, gdyby ofiarne bydlę przed zarznięciem". - Bazar łącząc kulturę materialną z rozwojem odrębności narodowej miał właśnie zapobiegać temu niebezpieczeństwu.

Po biurach magistrackich chodził cieśla Krzyżanowski, aby przygotować grunt do budowy. Nad stroną prawną czuwał "sędzia" Paweł Gregor, człowiek bez oblicza narodowego. i sami inicjatorowie założenia Bazaru nie utrudniali sobie przedsięwzięcia przez wyraźne podkreślanie narodowych jego celów. Raczej uwydatniali ekonomiczne. Dzięki tej taktyce pozyskali i paru Niemców na udziałowców. - Na tymczasowych poświadczeniach kwot wpłaconych na akcje czyli "obligi" podpisywali się Dr Marcinkowski i Powelski, jako najbardziej odpowiedzialni "członkowie komitetu Spółki do wybudowania Hotelu i Bazaru w Poznaniu", z pozostających na miejscu.. Pierwszy "zbierał fundusze na ten cel "przez ciąg lat może czterech", jak świadczy Juljan Jaraczewski, który też "słyszał z ust jego własnych, iż talarów 1 500, cały swój majątek, włożył w bazarowe przedsięwzięcie". Przyjmowano i ratalne spłaty akcyj, aby pokryć bieżące wydatki. Niektóre udziały miały się kompensować dostawami i tak Antoniego Krzyżanowskiego drzewem i robotą ciesielską. Odpowiednią umowę z nim ułożyła Dyrekcja 19 marca 1839. Marcinkowski 12 kwietnia tegoż roku podpisał ugodę z sąsiadem (Traegerem) co do wspólnego muru a 13 maja wniósł do magistratu podanie o konsens na budowę przy ulicy Nowej. Nie zwlekano z przychylną odpowiedzią i wkrótce podjęto roboty ziemne i zwożono materiał w ciągu lata 1839. Jesienią przystąpić było można do budowy.

Plany niesłusznie tradycja przypisuje sławnemu architekcie Schinkelowi. Raczej wygotował je cieśla Antoni Krzyżanowski przy pomocy budowniczego Steudenera. Nie dochowały się w archiwum Bazaru. Jakkolwiek bądź 21 września popołudniu odprawiła się uroczystość położenia i poświęcenia kamienia węgielnego. Obrządku dokonał proboszcz kościoła parafialnego św. Marcina. Ceremonii przewodniczył senior ziemiaństwa wielkopolskiego Stanisław Przyłuski ze Strzeszyna pod Poznaniem. Z akcjonariuszów byli obecni Maciej Mielżyński i Stanisław Powelski, także rzecznik prawny Gregor, budowniczowie Krzyżanowski i Leopold, oraz tłum robotników i publiczności. Brakowało tylko samego Marcinkowskiego. Rozumiał znaczenie i potrzebę tego rodzaju aktów kościelnych, ale stronił od nich, jako nie odpowiadających jego światopoglądowi. Może zresztą właśnie wypadło mu wtedy zatrzymać się u łoża chorego.

Stanisław Przyłuski

8 października zebrał się "komitet do budowli bazaru i hotelu" i przyjął do protokołu oświadczenie Marcinkowskiego i Krzyżanowskiego, że nieruchomości Łąckiego, Traegera i Magistratu "przez nich nabyte zostały na rzecz spółki powstającej dla wzniesienia pomienionego gmachu". 27 listopada rozesłano zaproszenia na i walne zebranie udziałowców. Stawiło się ich tylko 19 w mieszkaniu Powelskiego 19 grudnia (1839) dla "wspólnego naradzenia się... i umówienia zasad, podług których obligi na dane fundusze zabezpieczone być mają". Przede wszystkim wysunęła się kwestia: "czyli teraz już stanowczo ułożone być mają statuta lub nie" "Interesenci w tym względzie postanowili, iż gdy utworzenie banku w Poznaniu jest w biegu i wszelka jest nadzieja, że instytut ten przyjdzie do skutku, ułożenie statutów względem Hotelu i bazaru ma być zawieszone aż do decyzji stanowczej względem banku". Na okres przejściowy przyjęto jako obowiązujące następujące prawidła: "Każdy, który dotychczas uczynił składkę na budowę w mowie będącą, lub takową jeszcze uczyni, będzie miał udział do czystych dochodów z tej budowy w miarę składki". Dr Marcinkowski "wszystkiemi nieruchomościami i budową na nich już będącą i w przyszłości wystawić się mającą ręczy(ł) wszystkim wspólnikom przedsięwzięcia, tak za składki poczynione jako też za prawo do dywidendy". Miał też "wystawić instrument kaucyjny". "Potwierdzili interesenci działanie dotychczasowe dyrekcji i komitetu do budowli i upoważnili go do dalszego działania. Powelski złożył urząd dyrektora i miał "nadal trudnić się tylko kasą". Na jego miejsce jednomyślnie wybrany Marcinkowski dyrektorem a do komitetu powołani Tytus Działyński i Jan Kurnatowski.

Tento komitet zapewne rozesłał wiosną 1840 r. (z datą 27 marca) "cyrkularz" gwoli zyskania poparcia dla postępującej budowy, przedstawiając w nim, do czego zmierza i jakie potrzebne są środki: "Celowi łatwiejszego spotkania i wygodnego pomieszczenia przebywających w Poznaniu podróżnych stać się ma zadosyć przez wystawienie przez Towarzystwo przy ulicy Nowej w Poznaniu obszernego Hotelu i Bazaru, który już dotąd w znacznej części wystawiony mieścić w sobie będzie 1. restauratornią, 2. cukiernią, 3. kawiarnią, 4. winiarnią, 5. salę balów i zgromadzeń, 6. 19 sklepów kupieckich, 7. 70 kilka numerów dla podróżnych, tak, że co dzisiaj po różnych częściach miasta jest rozproszonem, odtąd nie wychodząc z Bazaru każdy wygodnie pod jednym dachem napotka. Staraniem także Towarzystwa będzie, ażeby w przypadku, jeżeli projektowany bank poznański do skutku przyjdzie, w wzmiankowanym Hotelu i Bazarze wygodne pomieszczenie mógł znaleźć. -- Bazar ten, który około 75000 tal. kosztować będzie, ma być przez rozdanie 500-talarowych akcyj wystawiony, a niezawodna i na obrachowaniu opartą jest rzeczą, że akcje te oprócz publicznej przysługi, zadowalniające przynosić będą dywidendy. Już do końca r. z. 82 rozsprzedanych zostało akcyj, a że wszystkie jeszcze dotąd rozebrane nie zostały, pochodzi to jedynie z przyczyny, iż przedsięwzięcie to dopiero w zawiązku nie dosyć publiczności znanem było. Powtóre: iż akcje nie pierwszemu lepszemu rozdane być magą, aby pomysł tak ogółowi pożyteczny hazardownej spekulacji i gry giełdowej nie stał się przedmiotem". Wykazując bezpieczeństwo lokaty zachęcano do subskrypcji, .,aby przedsięwzięcie użyteczne bez obcej pomocy i pożyczek do skutku doprowadzić.

Widok Starego Bazaru

Ta obca interwencja rychło dała znać o sobie. Zebranie członków Spółki zwołane na 4 maja 1840, następnie (z powodu jarmarku gnieźnieńskiego) przesunięte na 27 kwietnia, miało tak naradzać się w dalszym ciągu "względem budowy Bazaru" jak rozważyć projekt, "jaki Naczelny Prezes podał". Zjazd jednak musiał być nieliczny i dlatego wyznaczono nowy ,termin a Marcinkovvski w imieniu komitetu wystosował 12 czerwca (1840) następującą odezwę: "Zebranie się Członków Spółki Budowy Bazaru i Hotelu przy ulicy Nowej w Poznaniu, celem naradzenia się nad ostatecznym urządzeniem całego przedsięwzięcia, naznaczone zostało na dzień 30 b. m. w lokalu już wykończonym Bazaru na godzinę 9-tą rano. Ważność narady wymaga, aby się wszyscy Członkowie stawili, zastrzegając, iż względem niestawających przyjętem będzie, iż się do postanowień przytomnych przychylają."

Przvbvło jednakże tylko 42. ,.Zgromadzenie zagaił dr Marcinkowski, a to przeczytaniem listu naczelnego prezesa Flottwella, który... następujący... zrobił projekt: aby ustąpić część niejaką lokalu gmachu nowo wykończyć się mającego na czas nieograniczony do umieszczenia muzeum mającego się założyć ze starożytności Wielkiego Księstwa Poznańskiego". "Większością głosów przytomnych... projekt wspomniany pod rozwagę przyjętym został" i wybrano komisję z Marcinkowskiego, Macieja Mielżyńskiego i Adama Żółtowskiego "końcem zawarcia układów z Prezesem Naczelnym", z tym zastrzeżeniem, że nie na dłużej jak lat sześć. Rozprawy musiały być obszerne skoro bezpośrednio po tej uchwale odroczono zebranie do dnia następnego. Nazajutrz toczyły się w obecności już tylko 28 członków wyznaczono komisję statutową, do której weszli prócz Marcinkowskiego, Gregor, Maciej Mielżyński, Adam i Marceli Żółtowscy, Karol Stablewski, Julian Jaraczewski, Józef Szułdrzyński i Józef Łubieński. Dwaj ostatni, o ile ubiegaliby się o wydzierżawienie hotelu i oberży, mieli być zastąpieni. To jednak okazało się niepotrzebnym, zwłaszcza że uchwalono, aby gospodę prowadzić we własnym zarządzie.

Marceli hr. Żółtowki z Czacza
Podanie o konsens na rozbudowę Bazaru

W roku następnym prawie że w tym samym terminie (2 lipca) zwołane zebranie, gdy statut nie był jeszcze gotów, załatwiło tylko inne pilne sprawy. Wybrało "komisję mającą ocenić dotychczasowe roboty przy budynku bazarowym" i orzec o potrzebnych uzupełnieniach "nad anszlag". Do niej wyznaczeni Powelski, Karol Stablewski i Maciej Mielżyński. Inna złożona z tego ostatniego, generała Chłapowskiego, Łubieńskiego Józefa, Szułdrzyńskiego i Kottwica miała "podać projekt do wyśledzenia funduszów na zakrycie kosztów potrzebnych jeszcze do ukończenia budowy bazaru i uregulowania hotelu". Omówiono jeszcze kwestię ubezpieczenia gmachu i wysłuchano sprawozdania rachunkowego skarbnika, poczem odroczono obrady do 7 lipca zobowiązawszy wszystkich do stawienia się nieomylnie.

Lecz zamiast 28 przybyło tylko 9, widocznie dla niesposobnej dla ziemian pory. Później nadszedł jeszcze Mioduszewski, zazwyczaj prowadzący protokół. Brakło też materiału do dyskusji. Za czym zlecono jedynie komisji statutowej uporać się z robotą w ciągu czterech miesięcy, a projekt winna była dyrekcja rozesłać akcjonariuszom do rozpatrzenia. Tymczasem dzieło posuwało się raźno naprzód.

Do końca czerwca 1843 pozyskano 123 (względnie 124) udziałowców, z czasem ich liczba podniesie się jeszcze o 23, talu że będą reprezentować kapitał 89 250 talarów. Pod schyłek roku 1841 najważniejsze wydatki były: dokupno gruntów (2335 tal.), rekonstrukcja domu niegdyś Łąckiego i jego urządzenie (3120), główny budynek (52743), sala (12712), stajnie i remizy (4168).85 Później podniosły się do 107 479 talarów 15 srebrnych groszy.

8 grudnia 1841 nastąpiło otwarcie hotelu i objęcie go we własną administrację, ale statut Spółki nie był jeszcze gotów. Komisja, wybrana w celu przygotowania projektu jeszcze przed półtora rokiem, porozumiała się nareszcie, na posiedzeniach z 19 i 20 grudnia, co do zasad i ułożenie na ich podstawie kontraktu powierzyła Gregorowi, jako prawnikowi. Ten wykonał robotę w ciągu dwu tygodni świątecznych i nakoniec 4 stycznia 1842 został rozesłany projekt kontraktu Spółki względem wystawienia Bazaru i sali w Poznaniu.

Obejmował on 34 paragrafów a z tych pierwszy, najistotniejszy, ile że określał zadania Spółki, głosił: "w celu podniesienia przemysłu oraz wpływania na postęp rolnictwa i ułatwienia zebrania się licznej publiczności w zamiarach dobroczynnych, zawiązało się Towarzystwo do wystawienia Bazaru i sali w Poznaniu". Z dalszych orzekał w tej mierze jeszcze § 20, że przy wypuszczaniu kramów Dyrekcja szczególny wzgląd mieć będzie na młodzież poświęcającą się przemysłowi.

A w § 31 zastrzegano, że po dwu latach wybierze walne zebranie komisję, która zajmie się założeniem szkoły agronomicznej "dla usposobienia dokładnych ekonomów, włodarzy i owczarzy"; przewidywano urządzanie wystaw dla poprawy gospodarstw włościańskich itp. W tym celu miano zaciągnąć pożyczkę na Bazar. Inne postanowienia były natury regulaminowej.

Zapewne żywo na ten temat rozprawiano zwłaszcza 30 stycznia 1842 na sali Bazarowej przy obiedzie składkowym wydanym ku czci Marcinkowskiego. Zgodził się, wobec nalegań na ten akt hołdu pod warunkiem, że będzie sposobnością do zebrania datków dla biednych. Sam nie przyszedł, bo właśnie nurtująca go choroba śmiertelna zaczęła z nową przejawiać się siłą. Miał i inne powody po temu. Bardziej niźli kiedykolwiek był daleki od zgiełkliwej próżności. Natomiast skierował do rodaków zasiadających przy biesiadnym stole słowa wyrażające najistotniejszą treść jego życiowego apostolstwa. "Boże, daj, bym zupełnie potrafił zapomnieć o sobie; bym wyrzeczeniem się samego siebie doszedł do owej doskonałości., jakiej Zbawiciel świata po zwolennikach swojej nauki wymagał. - Boże daj, by mi chęć pełnienia moich powinności nigdy nie zastygła., abym do końca mego życia wytrwał gorliwie w miłości bliźniego: by mi ciągłą podnietą mego działania było to zaspokojenie duszy, żem nie zszedł z toru prawego człowieka. -- Boże daj, aby pomiędzy nami na silnej podstawie miłości bliźniego wzrosło w błogi dla ludzkości owoc płodne drzewo równości bratniej. Bóg nas stworzył bez różnicy: jednostajnym wszystkich znamieniem dał piętno obrazu i podobieństwa swego - to jest godność człowieka. Bracia! tę godność w sobie wywołać, tę godność uszlachetnić - oto jest droga, na której do osiągnięcia ulepszeń dążyć powinniśmy. Oświata i praca, użyteczne towarzystwu ludzkiemu, oto są środki do utorowania potrzebnego gościńca. Zachęcajmy siebie wzajemnie, działajmy na drugich. na młodszych, na mniej szczęśliwych od nas Braci, ażeby przyszłe pokolenie do szczęśliwszej przyszłości usposobić, ażeby w nich ugruntować tę godność człowieczeństwa, bez której wszystkie zabiegi zginą jak płonne marzenia".

Ażeby zrozumieć te słowa, trzeba znać nie tylko zewnętrzne okoliczności, w jakich zostały wypowiedziane. Bo i skądże te napomnienia właśnie w takiej chwili? Dlaczego, stawiając siebie za przykład, całopalnej żądał ofiary dla lepszej doli narodu?

Dr Karol Marcinkowski

Był niewątpliwie słuchany w tym gronie z szacunkiem należnym wielkiej idei i wielkiej zasłudze, ale czy wcześniej lub później nie zaznaczały się rozdźwięki? Czy wszyscy chcieli tak pojmować dzieło Bazarowe jak istotni jego twórcy? i jak się w nim iścić miały ich górne hasła? Jak codzienna wyglądała rzeczywistość?

Nie łacno potomności zostającej pod urokiem hymnów pochwalnych, którymi rozbrzmiewa tradycja o Karolu Marcinkowskim, dosłyszeć jakiś "fałszywy akord" "przeciwko zgodzie tonów skonfederowany". - A jednak był taki, "jak syk węża, jak zgrzyt żelaza po szkle". Odpowiedzią nań to właśnie owa manifestacja z 30 stycznia 1842 na sali Bazaru, odpowiedzią na zarzuty... zdrady i arystokratyzmu. - Związek tych zdarzeń możeby się zatracił w świadomości historycznej, gdyby ich echo nie odezwało się jeszcze w doniesieniach policji poznańskiej z roku 1846, kiedy po zgonie wielkiego patrjoty i przyjaciela ludzkości wypadło skreślić jego charakterystykę, obraz jego działalności i wpływów w społeczeństwie. Wtedy wspomniano i przeciwności z tamtej doby. Każą one dokładniej rozpatrzeć się wśród ludzi i spraw z okresu gruntowania się dzieła Bazarowego.