Głos Wielkopolski 9.12.2001

Arek Rezler

Bazarowe zmartwienia i zgryzoty

Było to przed 160 laty: starania Karola Marcinkowskiego zostały wreszcie uwieńczone powodzeniem. Bazar stanął. Dziś, patrząc na masywny budynek schowany w zabudowie południowej strony ul. Paderewskiego, nie zdajemy sobie sprawy ile zmartwień i zgryzoty gmach Bazaru przysporzył jego twórcy.

Zaczęło się 26 czerwca 1838 roku, gdy zawiązano Spółkę Bazarową. której jednym z zadań było wystawienie w Poznaniu gmachu mającego spełniać rolę między innymi siedziby swoistego klubu polskiego, zrzeszającego działaczy gospodarczych, politycznych, społecznych i kulturalnych - pracujących w duchu określonym później mianem pracy organicznej. Na miejsce inwestycji wybrano kilka parcel położonych między Św. Marcinem i ulicą Nowa; największa z nich była własność rodziny Łąckich, spokrewnionych z Emilią Sczaniecką. Z czasem zresztą i tak kamienica Łąckich stojąca przy placu Wilhelmowskim (Wolności) została włączona do gmachu Bazaru i tam też ulokowano główne wejście do Bazaru.

Pomińmy niełatwe problemy związane z gromadzeniem funduszy, składek, kapitałów umożliwiających rozpoczęcie prac oraz ich kontynuację. Wiele interesujących informacji posiadamy na temat samego przebiegu budowy, choć przyznać trzeba, mogą one wywołać tak zwane mieszane uczucia. Realizację inwestycji powierzono w marcu 1839 roku budowniczemu Antoniemu Krzyżanowskiemu, ożenionemu z siostrzenicą Marcinkowskiego. Niestety, okazało się, że stare przysłowie głoszące, że z rodziną najlepiej wychodzi się... na fotografii, znalazło tu całkowite potwierdzenie. Po południu 21 września tegoż roku poświęcono kamień węgielny - i zaczęły się same kłopoty. Cieśla - budowniczy użył niewłaściwego drewna, prace wykonywano nieracjonalnie i niedbale. W lipcu 1841 roku na plac budowy przybyła trzyosobowa komisja z Marcinkowskim na czele, która postęp robót oceniła wyjątkowo niekorzystnie. Wewnętrzne prace murarskie były jeszcze nie ukończone, dach wykonany z cynku przeciekał, zaszła tej potrzeba wymiany całości schodów. Znacznie poważniejsze były rysy jakie pojawiły się na ściągnie wielkiej, reprezentacyjnej sali - co już świadczyło o wadach w konstrukcji fundamentów całego budynku, postawionego przecież na stoku wiodącym z placu Wolności ku Staremu Rynkowi. Wieści o owych brakach szybko rozeszły się po mieście, powodują zatargi w zarządzie Spółki Bazarowej i cichą satysfakcję środowisk niemieckich. Można też sobie wyobrazić rozmowy impulsywnego Marcinkowskiego z Krzyżanowskim, który postanowił przede wszystkim na budowie nieźle zarobić, bez specjalnej troski o jakość wykonanej roboty. Z czasem jednak stosunki między krewniakami się jakoś ułożyły. Ostatecznie otwarcie Bazaru nastąpiło 8 grudnia 1841 roku, co jednak nie oznaczało zakończenie kłopotów. Okazało się, że gmach również był niedogrzany, a piece dymiły, rury wodociągowe pękały pod wpływem zimna, zaś łazienki bardziej przyczyniały się do zawilgocenia murów niż służyły higienie gości. Wiele jednak uczyniono dla uprzyjemnienia pobytu gości. pojawiających się w restauracji i hotelu, szybko też rozdzielono między Polaków pomieszczenia handlowo-rzemieślnicze na parterze. Sporo jednak czasu minęło, zanim wszystko się ułożyło zaś budynek Bazaru zaczął konkurować z podobnymi instytucjami niemieckimi. Nim to nastąpiło, Marcinkowski musiał wysłuchać wiele cierpkich uwag na temat realiów Bazaru; dostało mu się też ze strony zawistnych rywali, środowisk dziennikarskich - ale były to już zwyczajne realia atmosfery jaką otaczała działalność tego zasłużonego lekarza i społecznika. Gmach Bazaru kiedyś nawet wizualnie był inny. W ówczesnym Poznaniu, zabudowanym maksimum piętrowymi, w większości drewnianymi domkami, znacznie wyrastał swym ogromem poza otoczenie, był zewsząd widoczny, ale kosztowny w utrzymaniu. Posadowiony na niepewnym gruncie, nie zawsze rzetelnie i fachowo, jeszcze niedawno walczył z wodą gruntową podchodzącą pod piwnice. A jednak przetrwał i aż do końca czasu zaborów symbolizował wolę przetrwania i mądrą metodę walki o wolność przyjętą w Wielkopolsce. Mądrą i skuteczną. Ale początki były bardzo różne...